wtorek, 3 stycznia 2012

Leming na włoskich ścieżkach

Państwo M. postanowili spędzić okres międzyświąteczny dość nietypowo (przynajmniej dla nich).
W związku z tym zostawili Stworki u ich ukochanej babci G., a sami załadowali się do samolotu.
I tak 27 grudnia o godzinie 15.00 powitało ich słońce miasta do którego prowadzą wszystkie drogi.
Pachniało wczesną wiosną i bułeczkami (to stały zapach Rzymu-wg pani M.)
Humory dopisywały, tym bardziej, że do hotelu postanowili dojechać komunikacją miejską.
Dzięki wrodzonemu zmysłowi orientacji pan M. bezbłędnie doprowadził wycieczkę na miejsce.

W recepcji niezwykle uśmiechnięty, beżowy pan pobrał dodatkową opłatę za oddychanie i wręczył kluczyk.
Po otwarciu pokoju okazało się, iż "nieco" odbiega on od zdjęcia w necie....
Pani M. nie traciła optymizmu.
Trwało to jednak nie dłużej niż 30 sekund, czyli do momentu rozsunięcia zasłon...
Za oknem ukazał się nieziemski wręcz... burdel....
Okazało się, że widok przedstawiał "podwórko" z dachem pełnym klimatyzacyjnych pudeł i śmieci...
Pan M. wyszedł bez słowa.
Wrócił za kilkanaście minut z nowym kartko-kluczem.

Tym razem zarówno pokój jak i widok były imponujące :)
Okazało się, że dawanie najgorszego pokoju to standard dla Włochów (tak jest napisane w przewodniku) i jeśli ktoś się nie dopomni... jego strata...
Po krótkim odświeżeniu, państwo M. wyruszyli "w miasto".
Już od pierwszych godzin przemierzali wiele kilometrów (wszędzie piechotą, takie było założenie).
Pan M. dzielnie przewodniczył, a jego orientacja w terenie niezmienne wprawiała małżonkę w podziw.
Tempo jakie sobie narzucili już drugiego dnia doprowadziło panią M. do zakwasów..
I kiedy wracali z Watykanu do hotelu była przekonana, że nie dojdzie, że rozłoży się na rzymskich kocich łbach i poczeka.
Udało się jej jednak dotrzeć do łóżka, a następnego ranka dowlec się na śniadanie i zwiedzać dalej.


Jednak nie samym zwiedzaniem człowiek żyje, nawet we Włoszech.
Jedzenie..
Hmmm.....
Knajpki niestety są tak bardzo nastawione na turystę i ilość jadła, że o jakości czasem zapominają.
O jakości obsługi szczególnie.
Zdarzyło się jednak, że błądząc zapamiętale po mniej znanych kościółkach, nasi "Rzymianie" trafili na małą TRATTORIĘ..
Klimat niesamowity. Mnóstwo stolików, mało miejsca, a kelnerka co chwilę nuciła jakieś piosenki albo całowała wchodzących znajomych.
To dzięki niej każdy klient czuł się jak w domu.
A pizza? Pierwsza klasa!
Aż żal było wychodzić!

Na koniec nie sposób przemilczeć kwestii tytułowego leminga.
W  rodzinie M. to słowo oznacza nie tylko małe, miłe zwierzątko, ale też człowieka, który robi wszystko, jak inni.
Modny jest Czesław, słucha Czesława; wszyscy jeżdżą do Turcji na wakacje, on też itd itd
Gdy państwo M. planowali swój romantyczny wypad, założyli (zupełnie błędnie), że to poza sezonem i Rzym będzie dość pusty.
Oczywiście popełnili błąd.
Ludzie tłumnie gnieździli się na placu św. Piotra, z zapałem przemierzali 531 stopni na kopułę bazyliki (pani M. dotarła tam z jęzorem do pasa) i oglądali miliony identycznych figur sprzed naszej ery (po Muzeach Watykańskich ma się dość sztuki. tyle tam tego!).
Dlatego pan M. był nieco zmęczony i przygnębiony, stwierdzając, że i oni stali się lemingami.
Robią dokładnie to samo, co wszyscy.
Rozchmurzył się dopiero, gdy ostatniego dnia zwiedzali... ZOO (ulubiony obiekt pana M., który jest stałą atrakcją różnych wypadów).

W Sylwestra wracali do domu bez poczucia niedosytu:)

Kilka ujęć Rzymu, oczami pani M.








10 komentarzy:

  1. Fajnie, ze wycieczka sie udala :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jestescie pozytywnie szaleni;)

    OdpowiedzUsuń
  3. SUUUUPER :*:*:* ZAZDROŚCIMY Z KASIULĄ! TEŻ CHCĘ DO RZYMU!KAROL

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez bym chciala do Rzymu (co chyba czyni mnie Lemingiem?) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, super, suuuuper wycieczka;) Fajnie, ze macie z kim dzieciaki zostawic... My to pewnie za kilka lat dopiero jak wszystko bedzie dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale boska wycieczka! Oby więcej takich w Nowym Roku! :)
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo klimatyczne zdjęcia!! super, że tam byliście!!

    buziaki
    kuzynka

    OdpowiedzUsuń
  8. tyle sie dzialo przed Swietami ze zupelnie zapomnialam o Waszym wyjezdzie ,no no milutko- jak wrocisz do Gdanska pojedziemy na pyszne wloskie jedzonko w Sopocie- trattoria antica -malenka knajpka i wysmienite wloskie dania pozdrawiam g

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny wyjazd :-) Zazdroszczę :))))

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz swoją myśl, będzie mi bardzo miło :)