sobota, 10 stycznia 2015

Zawieszenie

Z roznych wzgledow narazie zawieszam tego bloga. Do odwolania ;) Ale kiedyś pewnie jeszcze wrócę.
Zapraszam na: www.kuchniabeznamiaru.blogspot.com

środa, 7 stycznia 2015

Nowy rok zaczął się nam imprezowo i towarzysko ;)
Dziś Starszaki wróciły do szkoły ze średnim entuzjazmem ;)
Chyba zbyt długo były na "wolności".
Kropka figluje nieustannie. Z perspektwy swoich czworaków ogląda świat. Ostatnio próbuje nawet stać na dolnych kończynach bez trzymanki. Z różnym skutkiem...

A pani M. Ma mnostwo planów. Różnych.
Trzymajcie kciuki by się udały... W końcu...

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i oczywiście zapraszam do mojej kuchni

sobota, 13 grudnia 2014

Kuchnia bez namiaru :)

Pani M. startuje z nowym blogiem, kulinarnym.
Już raz próbowała, ale jakoś jej sie nie chciało, nie wyszło...
Może tym razem :)
zapraszam:

www.kuchniabeznamiaru.blogspot.com

P.S. Czy wiecie jak po angielsku napisac bez namiaru... trackless? trackless kitchen? Chyba nie....

wtorek, 18 listopada 2014

Porodówka...

Własnie oglądam polską wersję "Porodówki"...
Polski szpital.
Polski brak znieczulenia zewnątrzoponowego.
I ten przerażający krzyk pierwszego porodu.
Ten ból rozdzierający.
Przepraszam, ale to takie zwierzęce w tym naszym wydaniu...
Wiem, że nie każda kobieta ma hardcorowy pierwszy raz...
Ja mialam.
Na szczęście czym dalej tym lepiej...

Ale nie o tym...

Porównuję to do angielskiej czy amerykańskiej wersji tego samego serialu dokumentalnego.
Pamiętam gdy moja nieświadoma ogromu bólu siostra, oglądała tę właśnie wersję ( może na szczęście...)
I pamiętam gdy powtarzała moje słowa, moje sprzed 8 wtedy lat... Każdy ból się przeżyje.
No tak...
Przeżyje się na pewno, ale.. Tamte kobiety zaprą się ze trzy raz i jest noworodek.
Tamte kobiety mimo że chca rodzić naturalnie, mają wybór znieczulenie czy jego brak.
I one mogą rodzić po ludzku.
Moja siostra cierpiała tak jak nigdy dotąd.
Nawet bardziej niż ja....

I niech spadną na mnie gromy hejterskie, ale ja gdybym znała ten ból to pierwszy poród miałabym TYLKO ze znieczuleniem.
Drugi był dużo krótszy więc ok.
No a trzeci to życzę każdemu.
Ból jak ból. Ale szybko poszło i sił miałam sporo..

Łzy otarte..

Łzy otarte, idę dalej.
Pomimo i ponieważ.
Wyprostowana i ułagodzona ;)

Wczoraj wpadła do nas ciocia Huragan, udzielając jak zawsze wielu (bez)cennych rad.
Że Kropka za bardzo przyklejona do matki i to wina pani M. Że Starszaki brzydko jedzą i to wina pani M. (Bez obrazy oczywiście). Że kurtka Starszej Siostry ma zły pasek i to wina pani M.
Że Starszy brat nie mówi dziękuję i to wina pani M. Że dzieci siedzą na dole, robią lekcje na dole i z matka gadaja na dole zamiast we własnych pokojach siedzieć samotnie..i to również należy zapisać jako winę pani M. Wszystko oczywiście bez obrazy i w dobrej wierze...
Bo ciocia Huragan wcale nie chce nikogo skrzywdzić. Nigdy przenigdy!
To zwykła, ludzka szczerość.
Nieposkromiona i zakrawająca na bezczelność.. Ale z serca płynaca.
Zennnnnnn wychodzezciala zennnn i krocze po miekkich obłokach zennnn nnn

środa, 12 listopada 2014

Wszystko się rozpada....

Wszystko się rozpada, kolejne karty opadają pod ciężarem.
Nie ma słów.
Nie ma pomysłu.
Jest pustka.
Ogromna i porażająca.
A ja znowu spadam....


I zazdroszczę mu.
Swobody.
Wychodzenia gdzie i kiedy chce.
Przebywania z LUDŹMI.
Rozwijania wszystkich swoich pomysłów.
Porannego prysznica trwającego kilkadziesiąt minut.
Umiejętności odcięcia się od spraw przyziemnych..


Gubię się bardzo.
Nie widzę drogi, żadnego światła.
Siebie nie widzę.
Bo mnie nie ma.
Na moją własną prośbę.
Mój własny, ślepy wybór....