Number łan..
Z kategorii tych najbardziej bezczelnych i niedyskretnych: " planowane czy wpadka?"
Po pierwsze to ja się pytam jak w małżeństwie można ciążę nazwać wpadką? Po drugie to że pani M. ma na stanie dwójkę szacowanych Starszaków nie oznacza, że trzecie to taki wypadek przy pracy (odbywającej się czasem pod presja wyliczeń z clostylbegytem w ręce..a właściwie w żołądku).
Dlatego " nie wpadka, dziękuję za zainteresowanie".
Number tu....
"A boi się Pani porodu?" po czym następuje długi monolog opowiadający o najbardziej krwawych i koszmarnych porodach, jakie człowiek jest sobie w stanie wyobrazić...
"Czyli, że boi się Pani?"... No po takim intro to bez wątpienia...bardzo....
Ciemność widzę...ciemność!
I następne...
"A chłopczyk czy dziewczynka?".. A co to Cię w mordę jeża obchodzi babo nieznana?
I jeszcze:
"Kiedy w końcu urodzisz?".. Może tak ... zgodnie z terminem? Mam jeszcze czas i niech tak zostanie. Czy to komuś przeszkadza, że trochę mnie z przodu przybyło?
"Jakie macie imiona?"... Pani M. cierpliwie odpowiada, że dla dziewczynki to trudniej, że chce pozostac w delikatnie rosyjskiej konwencji.. i nie zdąży dodać nic więcej, gdy słyszy "A mało to naszych, polskich jest, ze po cudze trzeba sięgać?" A może pani M. się tak podoba, może nie chce kolejnego Jasia czy Zosi mieć na placu zabaw (bez obrazy dla tych imion, są piękne i przy Najstarszym Starszaku były brane pod uwagę..), a może po prostu to JEJ dziecko, wyczekane, wynoszone i ma prawo nadać mu nawet najbardziej oryginalne i nietypowe imię... Może Tradycja????
– Ona nie może się tak nazywać: Tradycja!
''To ciężko tak.. w dzisiejszych czasach trójka..." a kiedyś to lepiej było? Kobiety rodziły od czwórki wzwyż i nikt im nie mówił, że będzie ciężko, nie straszył, że się "ugotowały" i że świat się zamknął. A one nie miały tylu udogodnień, ile my teraz. Butelka antykolkowa.. co proszę? Babcia G. butlę po spirytusie dała, nalała mleka prosto od krowy, solidnie posłodziła i buch dziecku do buzi.
Sterylizator do butelek? A co to takiego? Smoczek spadł na ziemię, to oblizała, splunęła i ok.
Nie ma co nawet wspominać o pampersach, gotowych zupkach, matach edukacyjnych i innych cudach na patyku.
Dzieci się wychowały! Ba! Nawet często większa z nich była radość niż dziś z naszych wypieszczonych, wszystkomających nastolatków.
A finanse? Pewnie to problem. Ale znowu odwołanie do babci G, która nie pracowała, czwórkę dzieci miała do wykarmienia i dała radę..
To tylko krótki, subiektywny punkt widzenia pani M.
Jednych denerwuje to samo, inni mają to glębboko w poażaniu.
Ale chyba każda kobieta w stanie odmiennym zostaje bombardowana równie ieytującymi pytaniami, tezami, opowieściami....






