poniedziałek, 9 maja 2011

Przyspieszony prezent

Gdyby ktokolwiek powiedzial to pani M. dwa miesiace temu... nie uwierzylaby..Ale teraz patrzy, slucha, czuje i wie, ze to nie sen...
Wystarczy przyjrzec sie pisanej dzis notatce (nie ma polskich znakow graficznych-PRZEPRASZAM), by nie trzeba bylo szczypac sie w reke.
A dzis rano, tuz po szybkim prysznicu i kuchennych rewolucjach, pani M. delektowala sie piekna pogoda, cudnymi widokami i wyjatkowa zabudowa...
Wszystko to w miejscu, ktore dawno temu skradlo jej serce.. w miescie na L., zwanym  po prostu Londynem :)

Dzieki Sister za taki prezent!!!!

piątek, 6 maja 2011

Kiedy rodzi się pamięć?

Kiedy po roku od ostatniej wizyty w mieście na G., państwo M. stanęli przed drzwiami swojego mieszkania, nie podejrzewali, że przeżyją małe zaskoczenie. Dostarczył im go starszy Stworek. Mimo, że jest już prawie sześciolatkiem, okazało się, że 12 miesięcy przerwy wymazało mu z pamięci cały (trzyletni) pobyt we własnym domu.
Nie pamiętał nawet, gdzie jest łazienka.

Tymczasem młodszy Stwór potrafi przypomnieć sobie sytuacje z okresu, gdy miał roczek..
Jak to jest w takim razie?
Kiedy zaczynamy pamiętać?

Pani M. pamięta siebie, gdy miała może 5 lat i z babcią E. jeździła do miasta na B.
Pamięta, że wujek dawał jej jakieś dobre gumy i że pachniało suszonymi grzybami.

Widzi mamę, która karmiła jej młodszą siostrę serkiem waniliowym z krową.

Ale najwyraźniej wizualizuje sobie ostatnie spotkanie ze zdrową (przynajmniej z wyglądu) babcią E. (która notabene jest oryginałem, który posłużył panu Bogu do stworzenia większości szczegółów twarzy pani M)...
Nie wie dlaczego, ale gdy miały się pożegnać, mała  panna-jeszcze-O. rzuciła się pod drzwi, zabrała klucze i ze szlochem błagała babcię, by nie wychodziła.
Babcia z uśmiechem zapytała dlaczego...
-Bo już więcej nie wrócisz...

Oczywiście odpowiedź ta została delikatnie zignorowana.
Mama zabrała wrzeszczącą dziewczynkę, pocałowała, wytłumaczyła, że babcia musi wrócić do domku...a dzień później panna O. z czerwonym misiem z plastiku modliła się, by babcia wróciła ze szpitala...
Niestety kolejne wspomnienie przenosi się do małej, ciasnej.. kostnicy..
Panna O. wkłada pod poduszkę ulubione papierosy swojej babci..
I płacze.. długo i mocno.. Tak mocno, że od tego momentu nie potrafiła zapłakać już na żadnym pogrzebie...

Potem wspomnienia przenoszą się na lekcję matematyki, gdy siedząca w ostatnim rzędzie dziewczynka, jako jedyna podnosi rękę, by odpowiedzieć na pytanie...

Tak wyglądają pierwsze wspomnienia pani M.
Ciekawe dlaczego akurat te...
Jak jest u Was?

środa, 4 maja 2011

Niecenzuralnie

Pani M. odwiedza swoje rodzinne miasto dość regularnie i zawsze wtedy może liczyć na wielkie zainteresowanie swoją osobą. Każdy chciałby wiedzieć gdzie mieszka, co robi, czy ma wciąż tego samego męża. Pytaniem odwiecznym jest oczywiście:- Czy pracujesz?
Początkowo strasznie jej było.. wstyd albo raczej czuła się zażenowana, że nie pracuje.

Najciekawsze są spotkania z pewnym wujkiem.
Wujek M. jest osobą bardzo lubiącą cudze potknięcia.
Z udawaną życzliwością wypytuje o tematy, które mogą sprawić rozmówcy jakieś trudności..
Tak też było ostatnim razem...

-Cześć! Przyjechałaś do mamy?
-Tak (skoro stoję z nią i jestem w jej mieście , to chyba oczywiste) u mamy zawsze najlepiej-odpowiada z teatralnym uśmiechem pani M.
-Aaaa..-delikatne uniesienie górnej wargi zwiastuje przejście do meritum- A Ty pracujesz?
-Nie wujku (po co pytasz skoro wiesz  doskonale, że nie). Nie muszę, to nie pracuję.. (to oczywiście wersja zdarzeń dla złośliwych)
-No popatrzcie państwo, popatrzcie. I po co te kobiety się kształcą. Ty to prawie najwyżej przecież (że jak?? Nic mi o tym nie wiadomo, mam tylko mgr przed nazwiskiem) a i tak musisz w domu siedzieć.
-Ale dzięki temu, że się uczyłam, mogę być mądrzejszą mamą dla dzieci.
-Ha, ha- z pobłażliwym uśmieszkiem zarechotał wujek i wykrztusił- No to by się jeszcze jeden synek czy córeczka mógł pojawić..

Tu pani M. nie wytrzymała.. Uśmiech spełzł z jej twarzy i gdy wujek oddalił się o kilka kroków, cytując innego członka swojej rodziny, szepnęła do mamy: A niech mu gębę wykręci za takie życzenia....
I obie wybuchnęły śmiechem...

wtorek, 3 maja 2011

Śmietankowo :)

Wczoraj było troszkę zbyt ponuro..
Trzeba sobie poprawić nastrój..
A co jest na to najlepszym sposobem?
Dobra muzyka i smaczne jedzonko...

Proszę bardzo...

Kokosowa rozkosz  w śmietanowej pierzynce...

Potrzebujesz:
0,5 l śmietanki słodkiej 18%
2 śnieżki na mleko
biała czekolada
2 paczki wiórków kokosowych

paczka biszkoptów

Na tortownicy ułożyć biszkopty.
Białą czekoladę rozpuścić w 4 łyżkach śmietany.
Resztę śmietany ubić ze śnieżkami, dodać wiórki i wystudzoną, roztopioną czekoladę.
Masę wylać na biszkopty.
Można udekorować starta białą czekoladą.....

Mniam..
(oczywiście MUSICIE włożyć ciacho do lodówki)

poniedziałek, 2 maja 2011

Deser...

Pani M. spędziła wczorajszy dzień i dzisiejsze popołudnie ze swoją babcią G.
Jak wiadomo bardzo ją kocha i nie wyobraża sobie życia bez niej...
To ona zawsze z ogromnym przekonaniem pokazywała, że kobiety są silne.
Mimo, że wiele jej poglądów nie do końca pokrywa się z tym, co ma w głowie jej wnuczka, babcia zawsze była jej bardzo bliska.
Pani M. podziwiała ją za to, że poświęciła całe życie dla rodziny. Najpierw wychowywała swoje dzieci, potem wnuki... Ciągle miała w domu stosy pieluch, hałas małych głosików i porozrzucane wszędzie zabawki.
Nawet, gdy większość jej podopiecznych wyrosła, to i tak niemal codziennie wpadali do niej na obiad.

I nigdy nie dostali zupy z paczki czy innych pomysłów na... Był kotlet schabowy z wielkim stosem surówki i zupa z obowiązkowym rogalem (bo przecież zupa to sama woda ;) ). A babcia pełna energii marudziła, gdy ktoś nie sprostał jej przedwojennym porcjom...
Pani M. codziennie po szkole wpadała do mieszkania na parterze, by opowiedzieć o swoich sukcesach i poczuć zapach aromatycznych sosów i wybornych chruścików, roznoszący się po całym domu.

Gdy pani M. sama wpadła w kierat domowych obowiązków, zaczęła się zastanawiać, jak babcia dała radę. Jak udało się jej nie zwariować? Nie użalać nad sobą?
Przecież żyła w czasach, gdy nie było gotowych zupek w słoiczkach, pampersów a nawet zwykłych śpioszków.. Nie ma co wspominać nawet o pralce i innych takich gadżetach...
Dodatkowo miała czwórkę, a nie dwójkę dzieci.. Potem dwa razy tyle wnucząt...
I nigdy nie odmówiła pomocy, każdego przyjęła, każdego nakarmiła...
Pani M. chyba nie dałaby rady. Pewnie jest zbyt dużą egoistką....
Ale cztery ściany i rutyna po prostu ją dobijają...

Dzisiaj, spoglądając na swoja babcię, pani M. nie myślała jednak tylko o tym, co tamta poświęciła.
Patrzyła na starość...
I nie po raz pierwszy spostrzegła jak bardzo się jej boi.
(Szczególnie teraz, gdy od pewnego czasu czuje się już ZA stara. Nie wie na co, ale jest już ZA)
Bała się jej, patrząc na babcię, która straciła swój ogień.
Z pobladłymi oczami, smutną twarzą i jakąś taką kapitulacją...
Bała się, że tak mało zrobiła, a tak szybko minęło jej ostatnie dziesięć lat...
Że ona także stoi w miejscu, nie szukając siebie, nie robiąc nic, by coś zmienić...


I tak na koniec, żeby już nie przedłużać, pani M całkowicie zgadza się ze stwierdzeniem Stephena Kinga w "Bezsenności"...
Starość to obrzydliwy deser podany po doskonałym posiłku.

sobota, 30 kwietnia 2011

Królowa

Pani M. nie chciałaby być królową.
Nawet u boku Wiliama (lub co znacznie ciekawsze :)- Harrego).
Mimo, że z zapartym tchem oglądała wczorajszą uroczystość...
Zachwycała się sukienką, skromnością (już) księżnej  Kate i jakąś taką normalnością całej uroczystości...
Wydawałoby się, że to młode małżeństwo, jakich wiele.
Zakochane w sobie i próbujące delikatnie nagiąć przestarzałe czasem tradycje...

Prawda jest jednak taka, że nigdy nie będą mogli być do końca sobą.
Może tylko w zaciszu domowym.
Od teraz zacznie się wyczekiwanie na potomka, spekulowanie kiedy, gdzie, jak...
A Kate stała się własnością nie tylko Brytyjczyków, ale i świata.
Będą wymagali od niej ciągłego pojawiania się, zachowywania, uśmiechania...

A może ona wcale tego nie chce?
Może czasem wolałaby wyjść w skarpetkach i koszuli do ogrodu w swoim domu...
Posiedzieć w parku tak, by nikt nie zwracał na nią uwagi...
Pójść do kina i jeść popcorn w sali wypełnionej po brzegi...
Niestety to już za nią...

Przed nią sporo państwowych obowiązków...
Na szczęście nie tylko!
Ma przy sobie ukochanego człowieka, poślubionego z całą świadomością jego sytuacji.
Człowieka, który patrzy w nią z uśmiechem w oczach...
Dlatego trzeba im życzyć, by ta miłość z roku na rok stawała się mocniejsza i pomogła im kreować nowy wizerunek angielskiej monarchii :0

czwartek, 28 kwietnia 2011

P.


Pani M. oddycha..
Ma uśmiech na twarzy...
Przez balkon wpływa chłodne już powietrze..
I ten specyficzny zapach...
Charakterystyczny tylko dla miasta na P.
Jak to możliwe, że tak na nią działa?

Chociaż na chwilkę może tu znowu być, nacieszyć się, naładować baterie pozytywną energią.
Może kiedyś uda się zostać na stałe, wrócić...

W każdym razie jest cudnie :)

A Pan M. ma nowe oczy :)