środa, 15 lutego 2012

O mandarynkach...albo i nie...

Jak można sprzedawać owoc jako MANDARYNKĘ, skoro to wcale nie jest ona?
MOŻNA!
Pani M. właśnie wcina miniaturę pomarańczy, którą kupiła z przekonaniem, że jest to mandarynka właśnie.
Jeśli tak, to jakaś po przejściach.
Brrrr

A ten śnieg za oknem to robi sobie żarty!
Zjawia się z niemal dwumiesięcznym opóźnieniem i myśli, że ktoś się zachwyci!
Mowy nie ma!
Wiosna ma być, a nie zaspy po kolana!

Dzisiejszy wieczór zapowiada się niezbyt ciekawie...
Nie ze względu na pogodę, tylko na mnóstwo zaległości.
Na przykład w pisaniu pewnych zadań i..prasowaniu:(
Pani M. tak sobie marzy, żeby to się zrobiło samo.
A ona mogłaby zasiąść na kanapie z jakimś ciepłym winem (którego notabene chyba nigdy jeszcze nie piła, o ile ją pamięć nie zawodzi), w miłym towarzystwie.
Nie jest to jednak możliwe, bo póki co towarzystwa brak :(- pan M. na wyjeździe, Sister (za) daleko, mama również, a jedyna kochana osoba z miasta na Ł. szusuje gdzieś po włoskich stokach....
Miasto na Ł.... ech....

wtorek, 14 lutego 2012

O granicach wolności słowa.

"Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła".

 "Zrobiłam to dwa razy (aborcję.). Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam".

Kobieta, która wypowiedziała takie słowa jest bardzo szanowana w środowisku...
Pani M. kiedyś również bawił jej sposób wypowiedzi, a nawet większość treści, które produkowała.
Ale granica ludzkiej przyzwoitości została mocno przekroczona.
I wcale nie chodzi tutaj tylko o czyjąś wiarę lub jej brak, ani o to czy ktoś jest za aborcją czy przeciw niej.
Chodzi o to, że może ludzie nie chcą wysłuchiwać historii na temat patologicznych poglądów podstarzałej kobiety.
Jeśli ktoś ją kiedyś skrzywdził i straciła elementarne uczucia... smutno, ale po co ona opowiada o tym publicznie?
Jej sprawa, jej problem i jej intymność.

A tak z innej strony...
Zabić dwoje dzieci i mieć z tego przyjemność to chyba jakiś rodzaj sadyzmu?
Przecież kobieta podobno inteligentna i podobno wykształcona powinna wiedzieć skąd się te dzieci biorą.
I jeśli posiada tę tajemną wiedzę, mogłaby po prostu się przed nimi zabezpieczyć.
Tymczasem zabrakło odpowiedzialności.
Przyjaciółka tej pani, znana artystka po nieudanym liftingu, zachwyca się, że to były czasy, że była wolność seksualna i każdy mógł spać z każdym... I że pani z telewizji śmiecianowej to miała prawo, bo to jej ciało i jej przyszłość. A Polacy to kołtuństwo z uprzedzeniami.

Ale zapomniała o tym, że już w 23 dniu życia płodu zaczyna bić jego serduszko.
A bardzo rzadko zdarza się, by ktoś wiedział o ciąży wcześniej, szczególnie o ciąży niechcianej, z zaskoczenia.
Dlatego mówienie, że zarodek to zlepek komórek do mnie nie przemawia.
To człowiek, milimetrowy ale człowiek.

I aby nie wchodzić dalej w ten temat przedstawię świetny komentarz jednej z internautek (mamunia):
"No właśnie, pani guru Czubaszek. mam taki problem... Syn mi dorasta. Ma 15 lat i robi się niedobry. Nie słucha, jest arogancki, zaczyna palić i śmierdzą mu nogi. Już nie mam siły. Jestem młoda i mogłabym jeszcze poszaleć a tu taki strup. Tracę do niego serce i chwilami chciałabym go udusić. Mogę? W razie czego powołam się na panią. Sadze, ze sad zrozumie. W końcu to mój syn, moje życie i moja decyzja. Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć. Stary tez ostatnio mi się coś nie podoba. Ze za duży na aborcje? W końcu rok w te czy w te. Co za różnica. Wolność się liczy! Wolność i swoboda."

sobota, 4 lutego 2012

Nie fajnie...

Babcia G.czeka na śmierć.
Ciągle o tym mówi.
Nie chce nic planować.
I żegna się każdego dnia tak, jakby już na zawsze.

Nie fajnie.
Nie taka była jeszcze rok temu.
A przecież wszyscy kochamy ją z całego serca.
Ona jest jednak smutna.
Nie umie lub nie chce się cieszyć.
Nawet uśmiecha się jakoś mniej...

Teraz, gdy pani M. widzi ją codziennie, nie może odnaleźć tej dawnej, pełnej optymizmu babci G.
Ktoś ją zapewne podmienił.
Albo spotkała dementora, który wyssał z niej radość...
Tak.. to ta odpowiedź.
Dementor.
Znam nawet jego imiona....
Starość...
Samotność...
Życie...

środa, 1 lutego 2012

wtorek, 24 stycznia 2012

No to tak...

Czasami wstajesz rano i nie wiadomo dlaczego jest Ci smutno...
Zdarza się...
Najgorzej jednak, gdy coś sprawi, że ten nastrój nie mija wraz z wypiciem przysłowiowej porannej kawy..
Ech!
A do tego problemy Stworka Starszego z ex-najlepszym-przyjacielem...
Błahostka?
Nie dla niego, dla niego to najważniejsza sprawa na świecie...
No nic... dość marudzenia i do pracy...

czwartek, 19 stycznia 2012

O pomarańczach i alkoholu.

Kilkanaście dni temu pani M. niemal nie padła trupem...
Na szczęście klimatyzacja pozwoliła jej zaczerpnąć "świeżego"powietrza i ocucić się nieco.
Ale... od początku.
W pracy pana M. organizowano bal.
Cały rok opowiadał on swojej małżonce, że ten bal to taki wytworny, elegancki i trzeba się ubrać bardzo uroczyście.

Pani M. jak przystało na lady of the house ma całą szafę ubrań... innych niż uroczyste.
Ciężko bowiem byłoby biegać w sukience z cekinami po dzieci do przedszkola.
Albo w garsonce na zakupy do Lidla.
(swoją drogą ciekawe jak reagowaliby ludzie...hmmmm)
W każdym razie gdzieś w czeluściach garderoby, wisi piękna suknia, rodem z czerwonego dywanu.
Jej właścicielka puszy się z dumy na myśl o niej.

Dwa dni przed balem pan M. zadzwonił z wiadomością, że ta impreza (zauważcie zmianę nazewnictwa bal-impreza) to nie aż tak strojna, jak się spodziewał i że on zdjęcia przyniesie, z zeszłego rok.
Ton głosu sugerował, że warto pomyśleć o wyjściu B, czyli innej sukience.
Po obejrzeniu fotek, nie było już cienia wątpliwości.
Pani M. na gwałt zaczęła szukać kreacji.
I tu należałoby zacytować babcię G: DZIĘKAŚ CI BOŻE ZA... wyprzedaże!
O tak! Jest dużo i tanio! Można wybierać.

A skoro dotarliśmy już do przymierzalni w jednej z sieciówek, wracamy też do trupa i do pomarańczy.
Pani M. zerknęła w lustro i mimo przygaszonych świateł, ujrzała na swoich udach pomarańcze.. a mówiąc dosłownie cellulitis.
Nie żeby wcześniej była ślepa czy coś w tym stylu.
Jednak tego dnia zobaczyła swe uda w całej okazałości, z każdej strony.
A przecież niby taka szczupła, amerykanska...a tu patrzcie państwo!
Dlatego skoro nie udało jej się paść na miejscu, przyrzekła sobie walkę z najeźdźcą!
I walczy, dzielnie...

Sukienkę (mimo wszystko) kupiła.
Na bal poszła.
I jeden wniosek przyszedł jej do głowy, gdy z winogronem w paszczy przyglądała się sali.
Gdy coś jest gratis, ludzie tracą rozum.
A gdy to jest alkohol, tracą też odpowiednią widoczność, przyczepność i... czujność.
Faceci wisieli na innych facetach, zawzięcie przekonujących ich, jakimi to są świetnymi kumplami i że wogleee taka impppra to jezd to.. (tu maślany wzrok dzielnie próbował skupić się na twarzy rozmówcy..bez rezultatu oczywiście)
Ale było fajnie :)

środa, 18 stycznia 2012

Mało skromnie...

Mało skromnie poproszę, jeśli ktoś ma oczywiście ochotę.... głosujcie :)




DZIĘKUJĘ :)

P.S. Koszt sms=1,23