sobota, 16 kwietnia 2011
Ciepły dzień...
Ogromne pomieszczenia wypełnione są półkami, które uginają się pod ciężarem książek.
W strzelistych oknach królują witraże.
Wszędzie czuć zapach druku, papieru i... kurzu..
Między kolejnymi rzędami ksiąg znajdują się stare stoły, a przy nich czytelnicy.
Tak, to biblioteka z prawdziwego zdarzenia.
Pani M. weszła tutaj, by odbyć rozmowę kwalifikacyjną.
Nie wie za bardzo co miałaby robić, ale już by chciała.
Została uwiedziona, gdy tylko otworzyła drzwi tego miejsca.
Egzaminatorzy są mili, ma coś przeczytać, odpowiedzieć na kilka pytań.
Czuje, że jej dobrze poszło.
Jakaś pani daje jej do zrozumienia, że została przyjęta, pyta czy ma czas codziennie po 18 (dziwne godziny pracy, co?).
Oczywiście idealnie jej pasują, bo pan M. może wrócić, zająć się Stworkami.
Szczęśliwa wychodzi przed piękny, stary budynek.
Ma na sobie lekką sukienkę i sandałki. Wokół czuć zapach ciepłego, letniego wieczoru (dobrze odmieniłam? hmmm). Zapach chłodnych drzew i ciepłego chodnika.
Wystarczy zamknąć oczy by...
... obudzić się w swoim łóżku, na ostatnim piętrze żółtego bloku...
To był tylko sen...
Jaka szkoda.... że się nie spełni...
piątek, 15 kwietnia 2011
Będzie poważnie
Strach przed śmiercią paraliżuje...
Szczególnie, gdy człowiek wie, że nie do końca zrobił wszystko dobrze...
Popełnił za dużo błędów...
Dlatego raczej boi się nie śmierci samej w sobie, ale tego co jest po drugiej stronie...
Dziwnie to zabrzmi, ale największe szczęście mają w takim razie osoby, które dożywają późnej starości.
Łatwiej jest im się zmienić, naprawić to, co się nie udało, odszukać Boga, odnaleźć sens...
Gdy człowiek jest młodszy na wszystko patrzy inaczej, czasem bardzo się gubi i nie potrafi żyć...dobrze.
Pani M. kiedyś bardzo pilnowała swojej praktyki katolickiej. Nie dlatego, że ktoś ją zmuszał, ale dlatego, że dawało jej to radość. Zaliczyła kilka pieszych pielgrzymek do Częstochowy, była członkiem Oazy i startowała w olimpiadach o tematyce religijnej. Lubiła to.
Jednak, gdy poszła na studia wszystko ograniczyło się do mszy świętej, a później, gdy urodziły się dzieci, już i na to jakoś nie zawsze był czas.
Dziś czuje, że choć jej wiara jest taka sama, to brakuje jej tamtych przeżyć.. ale... odzwyczaiła się... Szczególnie, gdy idzie na mszę typu "zaliczona", na której ksiądz odczytuje bezbarwnym tonem jeden ze swoich tekstów. Wtedy już zupełnie jej się nie chce... I wstyd jej przed samą sobą..
Czasami patrząc na niektóre osoby chodzące regularnie do kościoła, zastanawia się jednak czy większość z nich nie robi tego pro forma. Wiele starszych pań/panów z grzecznie złożonymi rękami śpiewa piękne pieśni, modli się gorliwie. Niestety zdarza się, że już po drodze ze mszy, z radością zajmują się obgadywaniem innych, albo codziennie przychodzą pijani do domu. Nie wspomnę nawet o takich co to uczą żonę posłuszeństwa przy pomocy silnej pięści.
Przepraszam za chaos, ale jakoś ciężko poskładać te wszystkie myśli w jedną, logiczną całość....
Dziwnie to zabrzmi, ale największe szczęście mają w takim razie osoby, które dożywają późnej starości.
Łatwiej jest im się zmienić, naprawić to, co się nie udało, odszukać Boga, odnaleźć sens...
Gdy człowiek jest młodszy na wszystko patrzy inaczej, czasem bardzo się gubi i nie potrafi żyć...dobrze.
Pani M. kiedyś bardzo pilnowała swojej praktyki katolickiej. Nie dlatego, że ktoś ją zmuszał, ale dlatego, że dawało jej to radość. Zaliczyła kilka pieszych pielgrzymek do Częstochowy, była członkiem Oazy i startowała w olimpiadach o tematyce religijnej. Lubiła to.
Jednak, gdy poszła na studia wszystko ograniczyło się do mszy świętej, a później, gdy urodziły się dzieci, już i na to jakoś nie zawsze był czas.
Dziś czuje, że choć jej wiara jest taka sama, to brakuje jej tamtych przeżyć.. ale... odzwyczaiła się... Szczególnie, gdy idzie na mszę typu "zaliczona", na której ksiądz odczytuje bezbarwnym tonem jeden ze swoich tekstów. Wtedy już zupełnie jej się nie chce... I wstyd jej przed samą sobą..
Czasami patrząc na niektóre osoby chodzące regularnie do kościoła, zastanawia się jednak czy większość z nich nie robi tego pro forma. Wiele starszych pań/panów z grzecznie złożonymi rękami śpiewa piękne pieśni, modli się gorliwie. Niestety zdarza się, że już po drodze ze mszy, z radością zajmują się obgadywaniem innych, albo codziennie przychodzą pijani do domu. Nie wspomnę nawet o takich co to uczą żonę posłuszeństwa przy pomocy silnej pięści.
Przepraszam za chaos, ale jakoś ciężko poskładać te wszystkie myśli w jedną, logiczną całość....
środa, 13 kwietnia 2011
Czwarty grzech główny..
Pomidor z cebulą leniwie tapla się w śmietanie...
Świeże bułki z szynką trochę zbyt szybko znikają w ustach pani M., podczas gdy ona, jak zwykle, nie robi nic konstruktywnego. (Od kilku minut po prostu biega po swoich ulubionych stronach wuwuwu...)
Czy kiedykolwiek byliście o coś zazdrośni?
Na pewno!
Każdy czasem budzi w sobie ten rodzaj uczuć.
Pani M. nigdy nie zazdrościła nikomu rzeczy materialnych.
To nie leży w jej naturze. Potrafi stwierdzić, że ktoś ma fajną sukienkę, dom, samochód... ale nie zazdrości.
Niestety nie jest święta i zdarzyło jej się popełnić czwarty grzech główny...
Wystarczy popatrzeć na jej szkolną przeszłość...
Zarówno mała pani M. z kokardkami we włosach, jak i ta starsza, studiująca na UAM, nie mogły oprzeć się pokusie, by nie zazdrościć... wyników w nauce.
O tak! To oceny zawsze były najważniejsze w jej życiu. Musiała być najlepsza i bardzo źle czuła się, gdy ktoś ją przegonił... Na szczęście razem z upływającymi latami, także zazdrość mijała coraz szybciej... I łatwiej było mieć nad nią kontrolę.
Ale są ludzie, którzy nie potrafią zapanować nad tym uczuciem. Z czasem zaczyna ono rządzić ich życiem... Pani M. osobiście zna takie osoby, które całymi dniami siedzą w oknie, lub (te młodsze) na portalach społecznościowych i obserwują co też pan X lub pani Y nowego kupili, jaki mają dom, jakie ubrania... Co więcej, gdy znajdą podatny grunt (czyli innego zazdrośnika) konkurują z nim wytrwale.
To już chyba jest choroba...
Inny rodzaj zazdrości, który nie ominął pewnie nikogo to zazdrość o ukochaną osobę..
Ech! Nie ważne ile masz lat i jak długo trwa Twój związek.. czasem po prostu się nie da...
Ale... nie ma miłości bez zazdrości...
I mimo, że piosenka zupełnie nie dotyczy pani M, posłuchajcie, bo to fajny przebój...
Świeże bułki z szynką trochę zbyt szybko znikają w ustach pani M., podczas gdy ona, jak zwykle, nie robi nic konstruktywnego. (Od kilku minut po prostu biega po swoich ulubionych stronach wuwuwu...)
Czy kiedykolwiek byliście o coś zazdrośni?
Na pewno!
Każdy czasem budzi w sobie ten rodzaj uczuć.
Pani M. nigdy nie zazdrościła nikomu rzeczy materialnych.
To nie leży w jej naturze. Potrafi stwierdzić, że ktoś ma fajną sukienkę, dom, samochód... ale nie zazdrości.
Niestety nie jest święta i zdarzyło jej się popełnić czwarty grzech główny...
Wystarczy popatrzeć na jej szkolną przeszłość...
Zarówno mała pani M. z kokardkami we włosach, jak i ta starsza, studiująca na UAM, nie mogły oprzeć się pokusie, by nie zazdrościć... wyników w nauce.
O tak! To oceny zawsze były najważniejsze w jej życiu. Musiała być najlepsza i bardzo źle czuła się, gdy ktoś ją przegonił... Na szczęście razem z upływającymi latami, także zazdrość mijała coraz szybciej... I łatwiej było mieć nad nią kontrolę.
Ale są ludzie, którzy nie potrafią zapanować nad tym uczuciem. Z czasem zaczyna ono rządzić ich życiem... Pani M. osobiście zna takie osoby, które całymi dniami siedzą w oknie, lub (te młodsze) na portalach społecznościowych i obserwują co też pan X lub pani Y nowego kupili, jaki mają dom, jakie ubrania... Co więcej, gdy znajdą podatny grunt (czyli innego zazdrośnika) konkurują z nim wytrwale.
To już chyba jest choroba...
Inny rodzaj zazdrości, który nie ominął pewnie nikogo to zazdrość o ukochaną osobę..
Ech! Nie ważne ile masz lat i jak długo trwa Twój związek.. czasem po prostu się nie da...
Ale... nie ma miłości bez zazdrości...
I mimo, że piosenka zupełnie nie dotyczy pani M, posłuchajcie, bo to fajny przebój...
wtorek, 12 kwietnia 2011
Niepoprawna politycznie...
Zaczniemy od stwierdzenia, które wyda się bezczelne, może nawet infantylne.
Pani M. nie jest patriotką. Nigdy nią nie była i małe szanse, ze kiedykolwiek zostanie.
Parę lat temu sądziła, że to kwestia wieku, że jej przejdzie.
Nie miała racji. Nasiliło się...
Powinno jej być przykro, powinno może być wstyd, ale nie jest.
Powodów takiego stanu jest wiele.
Nie podoba jej się zarządzanie tym krajem, jego struktury, stosunek wobec społeczeństwa..
Dzisiaj to nie-bycie-patriotką osiągnęło apogeum (nie, nie po raz pierwszy...).
Kostka pani M. ani myśli zapomnieć o swoim wypadku na schodach..
Boli, a gdy zabierzemy jej opaskę podtrzymującą, puchnie okropnie (złośliwa bestia..)
Oczywiście to wszystko kwestia jej wieku, gdyby była te 5, albo 10 lat młodsza obyło by się bez fochów.
Ale jest jak jest. Starość nie radość.
W każdym razie pani M. postanowiła raz jeszcze pokazać ją fachowcom. Domyślała się, że decydując się na pomoc NFZ napotka na silny opór.. I... nie rozczarowała się..
Jako, ze wciąż się przeprowadza i nie zdążyła zmienić przychodni, powędrowała na izbę przyjęć do jednego ze szpitali.
Przywitała ją tam kolejka jak z czasów czerwonych rządów. Ale nie popsuło jej to nastroju. Ma czas, poczeka...
Po 45 minutach, przejawiająca 0% empatii pani, z łaską odparła, że "proszę czekać, ale może to potrwać. Pani nie stąd. Najpierw przyjmiemy innych".
Pani M. grzecznie zajęła miejsce i kolejne trzy kwadranse czekała, by zaprezentować kostkę następnej miłej osobie. Osoba obejrzała, rzuciła pełne złości spojrzenie i odparła:
-Ja Pani w ogóle nie powinnam przyjąć, inny by panią wyrzucił, bo pani jest nie stąd i skierowania nie ma. Ale niech pani czeka, zrobimy jedno zdjęcie. Tylko o ortopedzie czy chirurgu to może pani zapomnieć. Będzie za jakieś 6, 7 godzin.
-Czyli, że mam znowu prywatnie iść, tak?
-??? (tu nastąpił długi wywód pytanej )
Na zdjęcie Pani M. się już nie doczekała, bo po godzinie zabrakło jej cierpliwości i czasu...
Najciekawsze jest to, ze gdy kiedyś pan M. podliczył ile płaci na służbę zdrowia rocznie, to wyszło, że miałby za to miesięczny pobyt w luksusowej klinice albo wycieczkę dla czteroosobowej rodziny do Egiptu.. all inclusive... I jeszcze by zostało...
Takie rzeczy tylko w Polsce....
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Pływam pod wodą...
Najgorsze jest to, że czasem stoisz między młotem a kowadłem.
Słuchasz dwóch osobnych głosów.
Każdy jest dla Ciebie ważny, ale są tak różne, że nie masz już siły.. tłumaczyć?
Chcesz krzyknąć, ale krzyczysz tylko w środku..
Dlaczego to musi być takie trudne?
Chcesz tylko, by Cię zrozumiały, spróbowały spojrzeć z Twojej perspektywy..
One jednak patrzą tylko ze swojej..
Twierdzą, że faworyzujesz tą drugą, że ona jest Twoim życiem...
I nie potrafisz już oddychać...
Boisz się każdego nowego konfliktu.
Nie chcesz stać tylko po jednej stronie..
.. a nie chcą byś stała po obu...
Pływam pod wodą..
mam tylko płuca....
Słuchasz dwóch osobnych głosów.
Każdy jest dla Ciebie ważny, ale są tak różne, że nie masz już siły.. tłumaczyć?
Chcesz krzyknąć, ale krzyczysz tylko w środku..
Dlaczego to musi być takie trudne?
Chcesz tylko, by Cię zrozumiały, spróbowały spojrzeć z Twojej perspektywy..
One jednak patrzą tylko ze swojej..
Twierdzą, że faworyzujesz tą drugą, że ona jest Twoim życiem...
I nie potrafisz już oddychać...
Boisz się każdego nowego konfliktu.
Nie chcesz stać tylko po jednej stronie..
.. a nie chcą byś stała po obu...
Pływam pod wodą..
mam tylko płuca....
niedziela, 10 kwietnia 2011
Cofnijmy się w czasie...
Dokładnie rok temu pani M. jeszcze spała w nie swoim łóżku, nie swoim domu, nie swoim kraju..
Obok niej drzemały Stworki a na rozkładanym fotelu pan M.
Tuż przy nim leżał jeszcze ciepły materac i dwa pieski.
Siostra pani M. (zwana zazwyczaj sister :) ) wyszła już do pracy.
Jakieś 2,5 godziny później cała rodzina siedziała w metrze, zmierzającym na stację Bond Street.
To właśnie wtedy telefony zaczęły delikatnie "pikać", dając właścicielom do zrozumienia, że mają wiadomość...
Spodziewali się wszystkiego.. od sieciowych śmieci po pytania rodziców, czy wszystko w porządku.
Nie mieli jednak pojęcia, że to, co przeczytają już na zawsze pozostanie częścią historii, tragicznej historii...
Rozbił się samolot prezydencki
Podobno wszyscy zginęli...
Zginęła para prezydencka.. (tu rodzice wymienili mnóstwo nazwisk.. bardzo znanych...)
Metro nadal mknęło do przodu, ale oni nie zwracali na to uwagi..
Ani na hałas, ani też na ludzi dookoła.
Czas stanął w miejscu...
10 kwietnia 2010
Dzień przestał cieszyć pięknym słońcem, Londyn już nie zachwycał tak bardzo jak zazwyczaj...
na ulicach, co jakiś czas słychać było Polaków mówiących o jednym.. o Smoleńsku...
Po powrocie do mieszkania siostry, uważnie śledzili wszystkie wiadomości... i nie wierzyli, że nagle tak wiele osób straciło kogoś bliskiego, że stało się to tuż przed lądowaniem, że tylu ważnych ludzi zginęło...
Niektórzy widzieli w tym wydarzeniu moc.. moc jedności..
.......................która nigdy nie nadeszła, bo Polacy to bardzo pokrętny naród..
Chyba żaden inny nie potrafiłby przekuć narodowej tragedii w powód do ciągłych kłótni...
Dokładnie rok temu o godzinie 7.27 wystartował samolot z 96 osobami na pokładzie... [*]
Obok niej drzemały Stworki a na rozkładanym fotelu pan M.
Tuż przy nim leżał jeszcze ciepły materac i dwa pieski.
Siostra pani M. (zwana zazwyczaj sister :) ) wyszła już do pracy.
Jakieś 2,5 godziny później cała rodzina siedziała w metrze, zmierzającym na stację Bond Street.
To właśnie wtedy telefony zaczęły delikatnie "pikać", dając właścicielom do zrozumienia, że mają wiadomość...
Spodziewali się wszystkiego.. od sieciowych śmieci po pytania rodziców, czy wszystko w porządku.
Nie mieli jednak pojęcia, że to, co przeczytają już na zawsze pozostanie częścią historii, tragicznej historii...
Rozbił się samolot prezydencki
Podobno wszyscy zginęli...
Zginęła para prezydencka.. (tu rodzice wymienili mnóstwo nazwisk.. bardzo znanych...)
Metro nadal mknęło do przodu, ale oni nie zwracali na to uwagi..
Ani na hałas, ani też na ludzi dookoła.
Czas stanął w miejscu...
10 kwietnia 2010
Dzień przestał cieszyć pięknym słońcem, Londyn już nie zachwycał tak bardzo jak zazwyczaj...
na ulicach, co jakiś czas słychać było Polaków mówiących o jednym.. o Smoleńsku...
Po powrocie do mieszkania siostry, uważnie śledzili wszystkie wiadomości... i nie wierzyli, że nagle tak wiele osób straciło kogoś bliskiego, że stało się to tuż przed lądowaniem, że tylu ważnych ludzi zginęło...
Niektórzy widzieli w tym wydarzeniu moc.. moc jedności..
.......................która nigdy nie nadeszła, bo Polacy to bardzo pokrętny naród..
Chyba żaden inny nie potrafiłby przekuć narodowej tragedii w powód do ciągłych kłótni...
Dokładnie rok temu o godzinie 7.27 wystartował samolot z 96 osobami na pokładzie... [*]
sobota, 9 kwietnia 2011
Dajesz mi...
Gdy nie chce się nic i tylko muzyka daje energię...
Wystarczy ciepły koc, książka i... cisza....
Niestety pani M. nie może marzyć o tym ostatnim, bo przecież mamy weekend :)
Stworki kochane od rana nie dają o tym zapomnieć..
I nie wiem skąd wzięło się w mojej głowie to:
Wystarczy ciepły koc, książka i... cisza....
Niestety pani M. nie może marzyć o tym ostatnim, bo przecież mamy weekend :)
Stworki kochane od rana nie dają o tym zapomnieć..
I nie wiem skąd wzięło się w mojej głowie to:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
